Dzwoni komórka, godzina jedenasta, dopijam  w pracy przy biurku drugą kawę.

Dzwoni Dziadek.

Odbieram.

D: Maryś, kochana. Co słychać? Za chuda jesteś.

Ja: No cześć.

D: Martwimy się z babcią, że nic nie jesz. Jak cię w pracy karmią? Obiady przynajmniej tam dają?

Ja (rozlewając kawę na klawiaturę; na ekranie monitora materiał z Anną Muchą i jej nowym wózkiem dziecięcym): Szit! Nie, to nie do ciebie, dziadku. Tak. Eee…cośtam jem.

D(z przyczajki): Musisz nabrać masy. Takie łokcie masz chude. I nóżki jak patyki. Babcia płacze o ciebie cały czas.

Ja: Eee, no tak.

D: Maryś, bo my się bardzo martwimy. Czy ty się z kimś spotykasz?

Ja (opluwając klawiaturę, jeszcze raz się zamoczy i sprzęt do wymiany) : Aaaaboco?

D: Pamiętaj, nie spiesz się.

Ja (półprzytomnie, pomna wielu wcześniejszych rozmów): Ze ślubem?!

D: Nie no, ze współżyciem!

Ja (parskając resztką kawy na monitor, łypiąc wstydliwie wzrokiem na lewo i prawo, przyciszonym głosem do słuchawki): Chyba żartujesz! Nie będziemy na ten temat rozmawiać.

D (poważnie): Ja mam dziewięćdziesiąt lat. Ze mną możesz pogadać O WSZYSTKIM!

Ja (skołowana): Eee. Muszę kończyć.

D: Pa, maleńka. Kochamy cię.

 

Dziś bez komentarza.