Dni mamy już coraz cieplejsze, dłuższe i słoneczne. Mieszkanie w Gdyni ma swoje zalety. Np. wracając z pracy możesz wrócić przez plażę i spotkać znajomych i wypić z nimi piwo albo dwa. Nie więcej jak dziesięć bo potem to już z doświadczenia wiem, że rano nie pójdziesz do pracy. Możesz zajść do nadmorskiej knajpy i zjeść obiad patrząc na morze. Możesz też usiąść na murku i wsłuchać się w szum fal. Jest o tyle fajnie, że nie ma turystów, dzieci jeszcze tak hałaśliwie nie biegają i ludzie są jakby bardziej zrelaksowani niż w sezonie. W mojej prawie 9cio letniej karierze słoika w trójmieście postanowiłam kupić w tym raju mieszkanie. Ale to nie będzie tematem dzisiejszego posta bo to jest po prostu zbyt nudne.

 

Wczoraj w pracy dostałam super ekstra dużą pochwałę. Ale nie od kierownika a od mojej księgowej, i nie w kwestii zawodowej tylko prywatnej. Otóż zorganizowałam jej wyjazd. A raczej nam wyjazd. Bo otóż ja stałam się ogólnoreferatowym prowodyrem do wyjazdów zagranicznych dla ludzi pracujących na etacie. I nie dość że załatwiłam to dobrze, to jeszcze tanio i zamknęłam się w 8 godzinach pracy w biurze.

***

Rzecz w tym że do mojego remontowanego mieszkania po pracy przyszłam bardzo szczęśliwa. Nie tylko z tego powodu że kafelki w kuchni zostały w końcu położone i jest już prąd w każdym pokoju ale przede wszystkim dlatego że po dwóch ciężkich miesiącach w końcu gdzieś wyjadę.

 

Graża: A co Ty taka zadowolona?

Ja: No co? Kafelki zrobione, prąd jest…. O proszę! Światło się świeci. Ten morski kolor w sypialni to też nie jest taki zły jak się pomalowało drugi raz. Ogarnęłam dzisiaj cały wyjazd do Włoch, noclegi transporty, słońce świeci. Co mam się smucić?

I tutaj wyłania się mistyczna umiejętność mojej mamy czyli wychwytywanie tylko poszczególnych informacji, a nie zdania jako ogółu.

Graża: No tak! Zadowolona bo wyjeżdżasz znowu!

Ja: To też ale z tych kafelek też się bardzo cieszę!

Jaca: Byś w nowym domu na tyłku siedziała a nie się szwendasz po świecie! Po co Ty tam jedziesz???

Mój ojciec za to bardziej chyba mówił z zazdrości niż z troski. Sam z chęcią pewnie by wsiadł w samochód i wyjechał ale po prostu no… z zasady chyba musi skrytykować każdy mój wyjazd.

Ja: No jadę…. Bo mogę.

Graża: To gdzie Ty w ogóle jedziesz?

Ja: No…. Za tydzień lecimy do Włoch – zwiedzamy Bergamo, Wenecję, Weronę i jezioro Garda.

Graża: A potem?

Ja: No… potem lecę do Norwegii.

Graża: Przecież w Norwegii już byłaś!

Ja: Byłam byłam… ale byłam w Oslo a teraz lecimy do Bergen!

Graża: Z kim tam lecisz?

Ja: z Grzeluchem.

Graża: … A potem?

Ja: No. Potem lecimy na Majorkę bo jest Bożeny trzydziestka.

Graża: … A potem?!

Ja: W maju jeszcze do Gruzji.

Graża: A POTEM!?

Ja: Amsterdam.

Graża: A tam to z kim???

Ja: Z Dejdzikiem. Byłam ostatnio u niej w Paryżu, ona była u mnie to stwierdziłyśmy że teraz spotkamy się gdzieś w połowie drogi. Padło na Holandię.

Graża: A POTEM???!!!

Ja: Potem to już lipiec no i Opener i Woodstock …

Jaca: Ja nie wiem czy ja Cię wezmę w tym roku na Woodstock …

Ja: Tato… hola hola… to nie jest tak, że Ty mnie zabierasz na Woodstock… to ja nie wiem czy Ci pozwolę tam pojechać ze mną!

Graża: A potem…

Ja: W sierpniu planuję zrobić trip po Litwie, Łotwie i Estonii.

Graża: A potem?

Teraz to już chyba pytała by pytać, z zasady a nie z ciekawości.

Ja: Na wrzesień planowałam wrócić na Chios na tydzień może… Ale to zależy czy Manos już będzie na miejscu.

Graża: O! No pewnie. Manos. A potem?

Ja: Październik mam wolny…

 

I stwierdziłam… że jestem strasznie kurwa zarobiona…

 

f87b33e927be489a7bc950fd82173743

halina