Wiadomo, że Półwysep Helski był od zawsze popularnym miejscem wypoczynku nie tylko warszawskich elit. Młodzi i starzy, korpoludki i książęta, gimbaza, rodziny z dziećmi i frankowicze od lat tłumnie odwiedzają kempingi Chałupy II, III i V; chińskie hale w Jastarni, kebaby we Władku, szkółki windsurfingowe na Helu i hotel Bryza w Juracie*.

Podczas krótkiego urlopu na Wybrzeżu, jako przedstawiciele średniej klasy robotniczej; bezdzietni, bezkredytowi, ale i bez zajawki na kajty; odwiedziliśmy z moim ukochańcem Muzeum Motyli we Władysławowie. Serdecznie polecam tę rozrywkę wielbicielom alternatywnego wypoczynku oraz fanom aktywnego spędzania wolnego czasu, którym zbrzydło już wygrzewanie plecków na plaży podczas deszczu – powszechnie wiadomo, że na urlopach w Polsce leje przez cały czas. Otóż, wdrapanie się na wysokie trzecie piętro wieży ratuszowej w klapkach japonkach, z ekwipunkiem plażowym, obfitującym w ręczniki, parawany, wiaderka pełne muszelek, płaszcze przeciwdeszczowe i popularne ostatnio w kręgach hipsterów gry planszowe, to nie lada wyzwanie.

(Dlatego, drodzy rodzice, na wszelki wypadek lepiej cały towar wraz z dziećmi zostawić w aucie.

Oh, wait.)

Jako absolwentka ASP, chadzam z przyjemnością na wystawy wszelakie. Chętnie oglądam więc też taką, która jako eksponaty przedstawia zaimpregnowane, ususzone motyle i inne pięknie uskrzydlone owady.

Spragnieni posiadania nieruchomego i sztywnego motyla, mogą nabyć na ścianę oryginalną pamiątkę oprawioną w ramkę a la IKEA za jedyne 50 zeta.

Ale, wracając.

Wystawa przedstawia prywatne zbiory pewnego pasjonata, który poświęcił życie podróżom i, zafascynowany skrzydlatymi stworami rodem z powieści Lewisa Carrolla, postanowił je, za przeproszeniem, ususzyć; i wystawić na widok publiczny. Zbiory te powstały na przestrzeni dekad i stanowią prawie 80-letni dorobek pasjonata-zbieracza. Może i nie przepadam za wypchanymi zwierzakami, ale w MM można obejrzeć istne dzieła sztuki. Podróż między podświetlonymi punktowo gablotami z bajecznie kolorowymi bohaterami tej niezwykłej opowieści może się równać z wystawą impresjonistów w Musee d’Orsay…

mini

…Okej, może trochę popłynęłam, ale to, co stworzyła Matka Natura, to naprawdę coś pięknego, wzruszającego i będącego niewyczerpanym źródłem inspiracji.**

motyle8

motyle10

motyle15

motyle

 

Motyla noga, jeśli będziecie we Władku, polecam gorąco.

*niepotrzebne skreślić

**Mała ciekawostka. Jean Paul Gaultier zaprojektował w ubiegłym sezonie kolekcję, której hasło brzmiało: „Life is a butterfly! So all the collection is that!”. Pokaz uświetniła swą obecnością mistrzyni burleski, Dita von Teese.

Jean-Paul-Gaultier-Haute-Couture-Fashion-Week-Spring-2014

PS. Zbiory mają prawie 80 lat, część prezentowanych dumnie eksponatów pochodzi jednak z gatunków dziś zagrożonych wyginięciem. Jeśli więc przyjdzie Wam do głowy polowanie z siatką na te piękne stworki…może jednak wystarczy ładne selfie?

butterfly-release-624x624

fot. Instagram