Jako że lubię eksperymentować, a o dzieciach rozmawiamy od jakiegoś czasu pół żartem, pół serio; zalała mnie mnogość gorących uczuć i zgodziłam się prawie bez oporów…

…aby pewnego pięknego popołudnia, kiedy akurat w uroczym wolskim apartamencie oddawałam się w ciszy miłym czynnościom zdejmowania hybrydy z paznokci, dwójka dzieci w wieku szkolno-przedszkolnym zawitała do brzegu naszego mieszkania. Dziecięcia przypłynęły niczym biblijny Mojżesz w koszyku, z tą różnicą; że koszyk był pełen jedzenia, a nie niemowlęcia, a sympatyczną dwójkę nowych lokatorów z walizkami zdobnymi w księżniczki i Spidermany, ciągnął mój Fotograf. Wraz z nimi zaś nadciągnęła fala błota i śniegu, prosto z garażu i zasp przed blokiem (a nawet za).

 

image1

 

Prawdziwi opiekunowie maluchów udali się tymczasem na krótki zasłużony urlop, a my wraz z Łukaszem przez kilka dni oddawaliśmy się czynnościom stricte rodzicielskim.

Moje pojęcie o macierzyństwie było wprost proporcjonalne do wiedzy o astrofizyce (choć z przyjemnością obejrzałam „Interstellar”, to jednak więcej w tym było wytrzeszczu oczu niż rzeczywistego zrozumienia), wyposażyłam więc biblioteczkę w mądre książki, poradniki i atykuły dla rodziców; lodówkę w parówki, szafkę z ciastkami w ciastka, stół w ceratę zmywalną, salon w materac dla gości (czyli dla mnie i chłopa), laptopa w bajki ze Scooby Doo, a weekend w szczegółowy plan działania.

Jako że w życiu nie zawsze idzie jak z płatka, nie przewidziałam, iż plan A trafi szlag po pierwszej półgodzinie, i trzeba mieć plan B, C i D, a najlepiej, to w ogóle nic nie planować, gdyż:

Kolorowanki to zajęcie na kwadrans, a nie na co najmniej dwie godziny,

Trójnogiemu chomikowi, który mieszka z nami i wspiera ruch LGBT, nagle policzek spuchnie do nierzeczywistych rozmiarów, tak, że będzie podejrzewany o konsumpcję fretki sąsiadów i jedno z nas będzie musiało odwiedzić z nim klinikę dla gryzoni „Ogonek” w piątek o dwudziestej pierwszej, podczas gdy…

– …drugie będzie próbowało sprawiedliwie podzielić na pół jedną różową kredkę, którą mały Iwek uparcie upiększał gębę czarno-białemu Darthowi Vaderowi, ku głośnej rozpaczy siostry. Siostra zaś chciała tylko pokolorować sukienkę królewnie, a zgubiła swoją kredkę (tę potrzebną, różową).

– Remedium na wszelkie problemy jest pizza hawajska na cieście classic, z tym że ananas jest demode i ląduje u chomika (trzeba mieć na podorędziu zaprzyjaźnioną pizzerię z dowozem ratunku o dwudziestej drugiej).

– Kiedy coś obiecasz, nie zostanie Ci zapomniane. Jeśli przyrzekniesz, że przeczytasz bajkę na dobranoc, to przepisy kulinarne Mikołajka na słodkie naleśniki będą egzekwowane nawet w sobotę o północy (na szczęście, tylko w teorii),

 

image2

 

– Ratunkiem na wspólne udane zakupy w centrum handlowym i niepogubienie pociech, jest „Małpi Gaj”, czyli plac zabaw z mnóstwem labiryntów, dzieci i zjeżdżalni, który jednak nie gwarantuje, że mimo odcięcia latorośli od pokus działu z zabawkami i słodyczami, nie ulegniesz prośbom zakupu zabawek z automatów i żelków malinowych (Wielki plus Małpiego Gaju dla Ciebie-rodzica – chwila samotnego odpoczynku w romantycznym świetle jarzeniówek na hali w Auchan),

– Próby wyjścia na spacer kończą się o piętnastej, jeśli zaniedbasz przymus ubrania małych delikwentów przed obiadem. Później kwestia zakładania rajstop ciągnie się do kolacji – za oknem ciemność, więc większa szansa, że zgubisz dziecko, bo jest, hm, małe, więc spacer trzeba przełożyć na niedzielę,

Bajki w telewizji (poza HBO GO) są do bani. Przerywane blokami reklamowymi co dziesięć minut, wyrywają Cię z drzemki przedobiadowej, pośniadaniowej lub międzykolacyjnej, kiedy po prostu próbujesz jak człowiek w kwadrans odespać noc, a dzieciarnia domaga się Spongeboba, gdy na ekranie leci reklama proszku na zgagę Ranigast,

 

image7

 

Sen to stan deficytowy, ponieważ dzieci mają wbudowany zegar biologiczny, który budzi je przed ósmą, nawet jeśli zasnęły bardzo, bardzo późno. Mechanizm ten znajduje sojusznika w małych stópkach; które z radością tupią do materaca, na którym śpisz; i w rączkach, które czule głaszczą Cię w policzek lub pukają w czoło. Z bardzo bliska czujesz na policzku oddech i westchnienie: „JEEEEEŚĆ”, w weekend o siódmej trzydzieści rano. Jednakże…

 

image5fot. Facebook

 

– …wspomniana zasada tyczy się tylko dni wolnych od pracy (Twojej), gdyż w od poniedziałku do piątku u dzieci przymus wczesnego wstawania nie funkcjonuje. Trzeba więc uciec się do środków drastycznych, czyli gróźb o sankcjonowaniu racji żywnościowych, co i tak…

– …nie działa, bo dłubanie w talerzu i świadome wybrzydzanie przy śniadaniu przez maluchy kończy się znów oddaniem chleba chomikowi (który ma, nie zapominajmy, tylko jeden sprawny policzek do magazynowania jedzenia),

– Jedzenie kisielu jagodowego na białej kanapie równa się fioletowemu siedzisku i spodniach (całej rodziny),

– Plastikowa armia żołnierzyków nabytych za symboliczną kwotę na wyprzedaży okaże się być nie tylko rewelacyjną zabawką, ale i źródłem rozpaczy i gniewu, kiedy zapomnisz spakować jej dziecku do przedszkola.

image3

______________________

Redagując ten tekst z perspektywy kilku tygodni, stwierdzam, że było głośno, kolorowo, inspirująco, męcząco, niesfornie, chaotycznie, odpowiedzialnie, twórczo, kłótliwie, zabawnie.

 

image4(Łukasz i Minionki)

Któraś z mam (a może moja własna?) rzekła pewnego razu: „Wiesz, kiedy urodzisz dziecko, twoje życie się skończy”. Gdy w towarzystwie znajomych zarzuciłam ten cytat, zostałam ostro skrytykowana falą płynnego hejtu, niczym aktorka Anna D. na roaście u Wojewódzkiego.

Po moich ostatnich doświadczeniach, stwierdzam, że jest w tym powiedzeniu sporo racji – kiedy pojawiają się dzieci, życie, jakie znaliśmy do tej pory, musi poddać się transformacji. Koniec z ciszą, wysypianiem się, nieograniczonym czasem wolnym, spontanicznymi wyjazdami i wyłącznym dysponowaniem wolnością decyzji, czasu i przestrzeni. Nie odpowiadasz wyłącznie za siebie, ale i za dwie małe istoty, które same o sobie decydować nie mogą. Trzeba zorganizować życie dla czworga, dwójki dużych i dwójki małych. I nie pozabijać się nawzajem.

Full time job.

A gdzie chwila dla siebie?

Nie przypuszczałam, że przebywanie w pracy wśród dorosłych ludzi, picie porannej kawy przy redakcyjnym komputerze i słuchanie Czajkowskiego w RMF Classic, przetykanych reklamami niskich cen Eweliny Lisowskiej, mimo deadline’u wysyłki do drukarni, łamania trzech tekstów i dwóch adwertoriali, gładzenia w fotoszopie cellulitu pewnej celebrytki i oczekiwania w kilometrowej kolejce do mikrofali na podgrzanie obiadu z wczorajszej pasty pomidorowej na pracowniczej stołówce może mieć działanie odprężające, relaksacyjne, wręcz terapeutyczne.

Ten tekst jednak nie jest pojazdem na macierzyństwo.

Jest peanem dla rodziców, a zwłaszcza samotnie wychowujących dzieci. Serio, nie wiem, jak dajecie radę łączyć pracę zawodową z opieką nad pociechami – to jest zupełnie inny kaliber ogarniania rzeczywistości. Chwała Wam za to. Należy Wam się nie pięćset złotych na dziecko, ale i tysiąc pięćset, i pięć tysięcy w złocie albo godzinach spokojnego snu. Wychowanie małego człowieka, zapewnienie mu wykształcenia, nauczenie dobrych nawyków, samodzielnego funkcjonowania i bycia dobrym i wartościowym człowiekiem, a przy tym dorastanie razem z nim i zapewnienie mu szczęśliwego dzieciństwa, oparcia i poczucia bezpieczeństwa, to ogromne wyzwanie. Największe. Życiowe.

Nie da się ukryć, nie jestem matką etatową. Jednak z wielką przyjemnością przez chwilę oboje, ja i Łukasz, wcieliliśmy się w role rodziców. Mimo miliona małych kryzysów codziennych, sprostaliśmy wyzwaniu; a dzieciaki okazały się być mądre, zabawne, obowiązkowe, twórcze. Po prostu, F A J N E.

Przy całej odpowiedzialności, niewyspaniu i stresie, nieźle się bawiłam. Szczęśliwa rodzina dwa plus dwa to chyba jeden z moich życiowych celów i wielkie marzenie. Dobrze było spojrzeć na życie z trochę innej perspektywy. Wierzę, że jeśli ludzie się kochają, stworzą prawdziwy dom i chroniczne niewyspanie czy usyfiona kanapa* nie będzie problemem nie do rozwiązania.

 

image6fot. Facebook

I jeszcze coś.

Dziecięcy uśmiech, ten szczery i szeroki, przeznaczony tylko dla Ciebie, to jednak najpiękniejsza rzecz na świecie.

Epizod mam za sobą, życiowa rola jeszcze przede mną.;)))) A później mówcie mi: Maria, Matka Polka.

*Powinnam była post factum pofarbować cały pokrowiec na fioletowo:) Zresztą, podobno jasna kanapa to mebel bez sensu, jeśli zamierzasz adoptować kota. Mrrrr.