O Islandii myślałam już od dawna. Widziałam, że są loty z Londynu, jednak gdy wizzair wprowadził trasę bezpośrednio z Gdańska, zdałam sobie sprawę, że bardziej prędzej niż później się tam wybiorę. No i stało się. Pierwszy trips w 2016 na Islandię. Bilety kupiłyśmy na przełomie października i listopada jak byłam w Grecji. Kosztowały mnie 275 zł w dwie strony. Bezpośrednio. Z bagażem podręcznym.

Kierunek jest na tyle popularny, i sama wyspa jest na tyle interesująca, że wiele osób już się tam wybrało. W sieci krąży wiele opinii oraz opisów wyjazdów na Islandię. Wszystkie przedstawiają piękną, zieloną krainę z dziką zwierzyną, pięknymi wodospadami i ludzi kąpiących się na łonie natury w gorących gejzerach. Sam busem przez świat wybrał się tam na 3 tygodniowy objazd. Obejrzyjcie sobie ten filmik i ten teledysk Biebera, który został nakręcony na Islandii i poczytajcie opinie podróżników, a na pewno Islandia znajdzie się na waszym MUST TO GO. Nie będę tutaj powielać opowieści o słynnej knajpie w Litlanesfoss, gdzie lunch jest serwowany w godzinach 12-14 za około 3000 ISK i można jeść do porzygu, albo o tym gdzie są jakie wodospady, że ten urywa dupę a ten nie. Nie będę wrzucać zdjęć maskonura ani zielonego mchu, na którym leżę i odpoczywam. Nie będzie również kąpieli w 40 stopniach z czapką na głowie i rozbitego namiotu przy krajowej jedynce. To wszystko możecie już zobaczyć wpisując Islandia opinie w Google. Ale to co u mnie zobaczycie, to czego dowiecie się ode mnie… To to, jak Islandia wygląda zimą i ile taka przyjemność kosztuje. Może inaczej, ile może kosztować i czy naprawdę jest tak drogo?

System jest taki sam. Czyli… Siedzę w pracy i gdy nagle zaskoczy mi pomysł w głowie, że może wypadałoby sprawdzić ceny biletów tam gdzie bym się wybrała… Zaczynam szukać. I były. 159 zł w jedną stronę Gdańsk – Reykjavik KEF. Odjąć moje dodatkowe 43zł na koncie wizz jak wół wychodzi 275 zł. Jedziemy.

Grzeluch: Zapomniałyśmy o jednej ważnej rzeczy kupując bilety.

Ja: Niby jakiej? Wszystko jest super! Lecimy na Islandię.

Grzeluch: Zapomniałyśmy o czymś takim co się nazywa noc polarna.

Ja: Nie… to znaczy ja pamiętam, że jest coś takiego i wiedziałam o tym, ale na bank nie będzie jak my tam pojedziemy.

Grzeluch: W styczniu?

Ja: Końcówka stycznia a właściwie to początek lutego!

Grzeluch: W zimę?

I faktycznie. W terminie 29.01-01.02 nie ma nocy polarnej. Ale za to dzień trwa niecałe 6h. Słońce wschodzi po godzinie 10 a zachodzi po 16. Można uznać że powiedzenie, wstałam koło 10 czyli skoro świt, nabiera tutaj zupełnie innego znaczenia.

No dobra, zaczynamy planować. O poruszaniu się komunikacją miejską nie ma co myśleć. Bilet z lotniska do centrum Reykjaviku kosztuje 2900 ISK (20,2 euro) dla jednej osoby w jedną stronę. Wynajęcie auta na 3 dni kosztowało nas 10 300 ISK (72 euro), więc nie trzeba być Einsteinem żeby zrozumieć co bardziej się opłaca. No ale jeżeli jeszcze nie pisaliście matury z matematyki to podpowiem. Bardziej opłaca się wynająć auto. Otóż… Najlepiej byłoby jeździć autostopem po wyspie, ponieważ jest to najbezpieczniejszy zakątek na świecie, ale osobiście nie polecam tego robić zimą przy -13 stopniach na wyspie o raczej wietrznym, wilgotnym i mroźnym klimacie. Chociaż… Dla chcącego nic trudnego. Z chęcią poznam tych śmiałków.

Dobrze, to mamy bilety, mamy auto, które wynajęłam przez tą stronę (które okazało się naprawdę dobrą okazją cenową), przydałby się nocleg. Na początku pomyślałam o spaniu w samochodzie, bo i ciepło i wracać do miasta nie trzeba i więcej się zobaczy. Ale nie. Nie polecam spać w samochodzie na Islandii zimą, ponieważ jak obudzicie się rano może się okazać, że wydostanie się z samochodu nie będzie łatwe. Zostanie on po prostu zasypany śniegiem, albo zsunięty z miejsca w którym się zatrzymaliście przez wiatr. O tym, że pogoda jest zmienna, pisać też już nie będę, bo o tym wie każdy, kto się wybiera na wyspę. My miałyśmy duże szczęście, ponieważ przez cały pobyt świeciło słońce (ha ha ha) pogoda nie była tragiczna i sypało tylko w nocy (hu hu hu).

Nocleg oczywiście znalazłyśmy na couchu. Tomi wydawał się być spoko kolesiem do czasu, kiedy nie weszłyśmy do jego mieszkania.

Okazało się, że jest Grekiem (coś się ta Grecja za mną ostatnio ciągnie), pracuje w hotelu, dużo mówi i chyba jest trochę cholerykiem, ale ugościł nas najlepiej jak tylko mógł. Jedzenia i alkoholu nie brakowało. Wszystko czego dusza zapragnie. Tutaj ciekawa informacja dla podróżujących kobiet. Na Islandii ciepła woda jest za darmo, więc gorące kąpiele w brud dozwolone i wskazane, albowiem woda na Islandii wali jajcem, ale bardzo dobrze wpływa na skórę.

Dzień pierwszy sobota

Wsiadamy w naszą Toyotę Yaris i jedziemy. Robimy następującą trasę:

1. Reykjavik

2. Hvalfjörður czyli jezioro islandzkie, gdzie istnieje największe prawdopodobieństwo zobaczenia wieloryba no ale raczej nie w tym przypadku kiedy jest zima.

IMG_6297

3. Glymur, czyli wodospad, który podobno urywa dupę. Niestety nie doszłyśmy pod sam wodospad. Auto trzeba zostawić pod bramą i od ludzi, którzy przyszli tam po nas, dowiedziałyśmy się, że droga w jedną stronę trwa około godziny. Gdy popatrzyli na nasz ubiór, a dokładniej chodziło im o nasze jeansy, uznali, że to nie jest zbyt dobry pomysł żebyśmy tam szły z nimi. Zawróciłyśmy, chociaż podobno wodospad jest przepiękny.

IMG_6303

4. Złoty krąg, czyli Thingvellir National Park, pola zgromadzeń; to tutaj miały miejsce pierwsze historyczne obrady. I to chyba jedyne miejsce, które nawiązuje do historii Islandii.

5. Geyser, czyli czynny gejzer, który wybucha co 5 minut. Bardzo ciekawe, bardzo fajne, coś co widziałam pierwszy raz w życiu na własne oczy. WARTO WARTO. Przy Geyser znajduje się punkt turystyczny z pamiątkami, ciuchami i restauracja.

6. Gullfoss, wodospad, który opisywany jest jako ten z dwoma tęczami. Piękny widok, uważam że zimą nawet bardziej urokliwy.

DSC_3858

Wracamy inną drogą. Razem robimy około 330 km

1

Wracamy stosunkowo wcześnie i po drodze zachodzimy jeszcze na małe zakupki do Hagkaup. Jest to sieć sklepów całodobowych gdzie można kupić hot-doga za 400ISK, zrobić zakupy spożywcze i odziać się w firmie F&F. Akurat w trakcie naszego pobytu była specjalna oferta minus 70% na wszystko! Nasz host, po zakupach, zabiera nas na nocny obchód po Reykjaviku. Nie wypada wyjechać z Islandii nie zachodząc do Harpa, mijając po drodze Sun Voyager. Tam spotykamy ludzi czekających na zorzę polarną. Niebo było czyste i gwieździste. Idealne do podziwiania zorzy. Nad jeziorem Tjörnin już miałam zamarznięte palce u stóp, więc wypadało wracać do domu.

Dzień drugi niedziela

Tutaj już zaplanowałyśmy dalszą wycieczkę. Musiałyśmy dojechać aż do Jökulsárlón, czyli do Islandzkiego lodowca. Odległość z Reykjaviku to 370 km w jedną stronę. Po drodze zajechałyśmy na:

1. Seljalandsfoss, czyli wodospad, który widać z krajowej jedynki. Taki se o wodospadzik.

IMG_6469

2. Eyjafjallajökull, jedyny nadal czynny wulkan. Strasznie chciałam go zobaczyć po tym, jak obejrzałam „Sekretne życie Waltera Mitty”, w ogóle to ten film mnie tak zainspirował, żeby pojechać na Islandię. Bardzo polecam!

DSC_3917

3. Skógafoss, czyli wodospad położony obok wulkanu z tarasem widokowym na samej górze. Zimą ciężko jest się tam dostać, ale nie jest to niemożliwe.

IMG_6509

4. Vik i Myrdal czarna plaża. Na jednej czarnej plaży już byłam w Grecji, jednak tutaj nie była ona kamienista, lecz piaszczysta. Charakterystyczne skały i piękne widoki. W pogodny letni dzień musi być naprawdę uroczo.

IMG_6540

5. Svartifoss, czyli czarny wodospad, do którego też nie dotarłyśmy. Od parkingu do wodospadu idzie się około 40 minut i w zimę trzeba mieć ze sobą specjalny sprzęt do wspinaczki. W końcu docieramy do lodowca Jökulsárlón, który jest przepiękny. Moje ulubione zimowe miejsce na ziemi.

IMG_6785

Krajobraz po drodze może trochę znudzić, ponieważ zamiast podziwiać uroki natury, na każdym kilometrze trzeba było walczyć o przetrwanie, by pokonać kolejne kilometry. Krajobraz z czasem też nudził. Mimo dużego zachwytu zimą na Islandii i widoków gór, zamarzniętej wody i śniegu… Może się to przejeść.

2

Do domu wracamy późnym wieczorem mijając po drodze zorzę polarną.

Dzień trzeci poniedziałek

Wypadałoby zobaczyć sam Reykjavik. Udajemy się zobaczyć Perlan, Hallgrímskirkja i oczywiście na zakupy do Bonusa czyli… Tak, tak, takiej islandzkiej Biedronki. Ja kupuję lokalne czekolady z nadzieniem i kawę. Grzeluch uderza w donaty.

Koło 14 pakujemy się do naszej strzały i ruszamy na blue lagoon. Jest to bardzo luksusowy resor Spa. Około 15 minut od lotniska Reykjavik KEF, na którym lądowałyśmy. Jest tam bardzo… bardzo… bardzo luksusowo, jak na nasze podróżnicze standardy, bardzo pięknie i bardzo drogo. Należy pamiętać o zakupieniu biletów wcześniej przez Internet! Dzięki temu oszczędzacie 10 euro. Zakupu należy dokonać 2 godziny przed wejściem na baseny.

IMG_6833

Kąpiel, zdjęcia, nacieszenie oczu ostatnim widokiem wyspy pokrytej śniegiem i decyzja o powrocie tutaj gdy będzie lato. Zwracamy auto… Wracamy do Polski.

IMG_6885

I teraz to na co pewnie czekacie, kosztorys:

Bilety: 275 zł

Auto: 72 euro 322,53 zł

Paliwo: I tu nas wyszło chyba ponad 1300 km i 387,30 zł (liczyłyśmy, że na paliwo wydamy mniej więcej tyle samo co za wynajęcie auta)

Opłata za tunel: 31 zł (tu należy pamiętać, że jadąc na Glymur albo nad Hvalfjörður przez tunel bo można też jechać przy jeziorze zapłacimy 1000 ISK za przejazd w jedną stronę. Daje to około 7 euro.)

Blue lagoon: 40 euro 176 zł.

Razem: 806 zł/os/4 dni

OK, tak to wygląda. Taka jeszcze jedna ważna informacja: ja nie brałam ze sobą żadnej gotówki. Nawet nie trzymałam w ręku Islandzkiej waluty. Wszędzie bez problemu można płacić kartą nawet za hot-doga w budzie przy drodze. Na stacjach benzynowych zazwyczaj niema obsługi. Są specjalne automaty w których płaci się za paliwo kartą. Aha, jeżeli szukacie toalet na stacji benzynowej to nie liczcie na to. Nie każda stacja równa się sklep, toaleta i obsługa. Czasem na poboczu stoją po prostu dystrybutory z paliwem. Nie lekceważcie małych miast. Może i są one opisane w przewodnikach jako jedno z większych po Reykjaviku i może mieszka tam nie więcej jak 100 osób, ale jedyne rondo w mieście może was wywieźć do czyjegoś domu lub farmy.

Zima to specyficzny okres na podróżowanie po Islandii jednak uważam, że warto zobaczyć tą piękną wyspę we wszystkich odsłonach przyrody. Ja jestem oczarowana.

O nie, nie… długo w miejscu siedzieć nie będę!

halina