Jestem już tu równy miesiąc, i zdążyłam zaobserwować to i owo. I muszę przynać, że wiele zachowań zaskoczyło mnie pozytwnie, a niektóre jeszcze obserwuję niejako z bliska, i dumam,
czy mi się to podoba, czy też nie. Jak w każdym kraju, życie miejscowych rządzi się swoimi prawami,
i aby nie było zgrzytów trzeba nieco wyostrzyć swój zmysł obserwacji – w końcu ja jestem tu, póki co, gościem.

Dlaczego ten dzisiejszy post ? Od razu informuję, że nie będzię to przewodnik po dozwolonych zachowaniach w tym kraju, na przykład: „zawsze przed wejściem do domu wycieraj buty”, to raczej zbiór lużnych obserwacji. Dużą motywacją dla mnie do napisania tego postu, jest pozyskanie Waszej opini o tym kraju. Jestem przekonana, że wielu z Was było w Wielkiej Brytani, czy to zarobkowo
(w końcu od wielu lat to główny kraj docelowy polskiej emigracji) naukowo, czy też turystycznie.

Moje obserwacje i doświadczenia mogą być zgoła inne od Waszych, podkreślam że jestem w Anglii,
i reszta kraju jest mi zupełnie nieznana. Natomiast szczerze zachęcam do komentowania pod postem, dzielcie się wrażeniami bez wzgledu na to czy byliście w Szkocji, Kornawalii Walii, a może w Irlandi Północnej.

Zacznę od tego co mnie zaskoczyło najbardziej – poziom świadomości społecznej i zaangażowanie w kampanie społeczne i charytatywne. Duża ilość przestrzeni publicznej poświęconej reklamie instytucji medycznych prowadzących badania naukowe nad Rakiem ( Cancer Research UK ) ,  czy też kampanie zdrowia psychicznego wyświetlane na ekranikach autobusów zachęcające osoby cierpiące do szukania pomocy. A także liczne sklepiki charytatywne, z których to dochód  przenaczony jest na pomoc bezdomnym, albo funkcjonowanie pobliskiego hospicjum – w moim małym osiedlowym centrum handlowym naliczyłam już dwa- nie mówiąc o charytatywnych zbiórkach organizowanych z dużą częstotliwością.
Osoby niepełnosprawne są także zdecydowanie bardziej widoczne na ulicy. Wyjątkowo zaskoczyła mnie sytuacja w pubie, kiedy to zaobserowałam śliczną dziewczynę ubraną w miniówkę grającą w tenisa stołowego ze znajomymi, i nie byłoby w tym nic nadzwyczjanego, gdyby nie to, że zamiast prawej nogi miała ona protezę i chyba nikt, oprócz mnie, nie zwrócił na to uwagę. Ta sytuacja mówi coś o podejściu społeczeństwa do wszelkich form niepełnosprawności i poziomie ich świadomości . Może w innym kraju, ta dziewczyna nigdy by w miniówce nie wyszła poza swój pokój.
Kolejna sprawa to jak się tutaj traktuje osoby bezdomne, kilka razy byłam świadkiem sytuacji kiedy to przechodzień z własnej inicjatywy, w ogóle nie nagabywany podchodził i rozmawiał z taką osobą, zaznaczam: nie był to ksiądz, czy funkcjonariusz policji – ok, raz był. Ale przede wszystkim traktuje
się ich po ludzku, dostrzega się ich.  Biorąc to wszystko w jedną całość, no cóż warto brać przykład, bycie empatycznym i zaangażowanym, bezwględnie czyni region, kraj i świat lepszym miejscem do życia.

Ekscentryzm- tak, tak, jest tu wielu ekscentryków może to nie przypadek, że Anglia jest domem Eltona Johna, The Rolling Stones, ruchu punk i tych śmiesznych kapeluszy, w które trzeba się zaopatrzyć, jeżeli kopnie Cię zaszczyt bycia na wyścigach konnych w Ascot.
A to raz spotkałam Pana, który na zakupy do pobliskiego dyskontu poszedł z torbą podróżną rozmiarów rodzinnej szafy, a to drugi raz samozwańczego profetę rastafarianin, który udzielał życiowych lekcji przed warzywniakiem w centrum handlowym, czy w końcu moja wisienka na torcie- przysadzista Pani, która przed wejściem do Primarka, zrobił nieoficjalny pokaz tegorocznej kolekcji bikini w kabaretkach i futrzastych papupciach i okręciła się przy tym kilka razy w strugach angielskiego deszczu. Wiadomo, bo w życiu warto mieć fantazję ;)

Uprzejmość na codzień. Powiem tak: lubię to. Ten cały rytułał Hello, How are you, Thank you
w kawiarniach, przy wsiadaniu i wysiadaniu z autobusu ect. To miłe, a czy prawdziwe – who cares. Toć to nie spowiedź, czy wizyta u terpeuty, żeby było prawdziwie. Tylko zwykła uprzejmość,
która ma sprawić, że lepiej poczujesz się wśród innych, bardziej zrelaksowany w przestrzeni publicznej, i tyle. Anglicy z zewnątrz sprawiają wrażenie lekko spiętych i formalnych, ale kiedy bliżej przyjrzeć się ich zachowaniu na ulicy, to widać, że mają też sporo wewnętrznego luzu. Moja hipoteza jest taka, że to ten rytuał codziennych uprzejmości pozwala im „opuścić gardę”.

Puby to tutaj ważna instytucja, naprawdę chcesz poznać miejscowych, proponuję wpadać jak najczęściej, najlepiej o każdej porze dnia ;) Rano też spotkasz tam duszyczki, i wcale nie zbłąkane, które popijają piwko, przyjmując pozę jakby byli właśnie na Majorce na wczasach.
Pub prawdę Ci powie, mam wrażenie, że to nie tylko miejsce gdzie można ugasić pragnienie i przeczytać dziennik, to miejce, może dla niektórych jedyne, gdzie mogą nawiązać szczery dialog.
To także arena zmagań, rywalizacji, i prawdopodobnie jedno z nielicznych miejsc, w których może dojść do jakiegokolwiek fizycznego starcia. O bójkach pisać nie będę, wolę skupić się na zmaganich słownych. Mam wrażenie, że bywalcy pubów zawzięcie trenują swój cięty język – kto ma lepszą ripostę,  kto opowie lepszą anegdotkę. Dla Wyspiarzy ich chlubą jest ich sense of humor.
Czy masz poczucie humoru?
– to było jedno z pierwszych pytań jakie zadali mojemu chłopakowi
jego tutejsi współpracownicy. Na co on, oczywiście jak każdy z nas postawiony w takiej sytuacji, odpowiedział twierdząco. Nie wiedział co czyni, bo chwilę potem miał wątpliwości, czy ktoś go obraża, czy też żartuje. I teraz tak, aby wpaść w angielski rytm żartowania, radzę zaoopatrzyć się w dystans do siebie, szczyptę złośliwości ( ironia i sarkazm jak najbardziej mile widziana) i polać trochę absurdu na koniec. Gotowe ! Teraz możesz iść w świat i żadna pogawędka w pubie nie będzię
Ci straszną.

Co Was zaskoczyło pozytwnie w Wielkiej Brytani ?

Do czego było Wam się trudno przyzwyczaić ?