W odpowiedzi na challenge, który rzuciliście nam właśnie Wy czytelnicy, pragnę zgłębić Was w moją muzyczną otchłań. Muzyka w moim życiu gra bardzo ważną rolę. Towarzyszy mi wszędzie, w drodze do pracy, w pracy, w trakcie pisania, w trakcie spania, jadąc samochodem, jadąc pociągiem, lecąc samolotem, jedząc, ćwicząc, biorąc prysznic. U mnie w domu nigdy nie jest cicho. Zapraszam do zapoznania się z moim codziennym harmonogramem muzycznym.

Godzina 7.30 droga do pracy

I tutaj zawsze puszczam polski rap. A że od zawsze go słucham i lubię i popieram polskich artystów, nie może zabraknąć na mojej playliście tej piosenki:

Ten Typ Mes i jego album „Trzeba było zostać dresiarzem” znam na pamięć. Gdy tylko jest okazja posłuchać chłopaka w Trójmieście, zawsze z chęcią się wybieram.

Teraz, akurat po powrocie z Islandii, dodałam do listy jeszcze soundtrack z filmu Sekretne życie Walltera Mitty, który tak na marginesie jest moim ulubionym filmem! Koniecznie go obejrzyjcie, a sami zakochacie się w ścieżce dźwiękowej!

Godzina 8.00 jestem już w pracy

Tutaj zbyt dużego wyboru nie mam. Słucham tego, co akurat leci w radio. Dzięki temu poznaję bardziej te komercyjne nowości muzyczne. Zawsze chętnie wstanę i tupnę nóżką do tej piosenki:

Swojego czasu słuchałam bardzo dużo głębokiego dubstepu, breakbeatu i minimalu. Z czasem, upodobania do muzyki, którą można zrozumieć po mocnym kwasie, zmieniły mi się, ale z chęcią wracam do mocnych uderzeń i tak samo lubię usłyszeć je wplątane w nowsze kawałki.

Godzina 16.00 no czyli z pracy to już wracam

…a że przez ostatnie 8 godzin słuchałam łupu cupu i tego jak bardzo wszyscy szukają swojej drogi w życiu i carpe diem i daj z siebie wszystko, generalnie takiej miazgi muzycznej, w drodze powrotnej znowu wracam do polskiego rapu.

Bisz i Chodnikowy wilk. Na początku nie mogłam się do niego przekonać, jednak po dłuższym młóceniu płyty stała się nieodłącznym elementem mojej playlisty.

Godzina 17.30 jestem już w domu

W domu zawsze włączam playlistę Majestica. Są to w większości zremiksowane komercyjne piosenki, ale w taki sposób, który mnie uspokaja, wycisza, nastraja.

Godzina 21.30 biorę pewnie jakoś tak prysznic

O i jak biorę kąpiel to ja już lubię sobie pośpiewać z Brodką na ten przykład, albo z  Coldplay, ale jednak pierwsze skrzypce gra tutaj VNM:

Godzina 23.00 leżę w łóżku

I tutaj to już lecą spokojne kawałki gdzieś w tle tak by nie przeszkadzały mi w skupieniu się nad książką, gazetą, pisaniem czy rozmową z przyjaciółmi.

I tutaj zazwyczaj wybieram coś z utworów SOHN lub KYSON. Niektórzy uważają, że ich gatunek muzyczny skłania do samodestrukcji, depresji i samobójstw, jednak na mnie działa jak ciepły kompres, maska z alg lub gorący prysznic.

Mam nadzieję że coś wam podpasuje.

halina